piątek, 12 października 2012

na szybko do klubu

Nareszcie Wrocław, wiąże się to jednak z pracowitym weekendem. II zjazd zaoczny. Czyli w sobotę przesiadywanie na uczelni od 8:00 do 18:30! Na szczęście mam świetnych ludzi, nie tylko na roku, ale również pierwszą znajomość jaką zawarłam, to Artur (nie wiem czy wam o nim wspominałam), - student I roku magisterki. Bardzo sympatyczny chłopak, z wymalowanym na ustach uśmiechem, ostatnio dość dobrze nam się rozmawiało, miejmy nadzieję że teraz odważę się spytać o numer telefonu, zawsze warto mieć znajomości ze starszych roczników na studiach.

Ostatnio jestem dość pracowita, jak zauważyła moja przyjaciółka Ania (z którą widujemy się nie częściej niż raz w tygodniu ;c ), prowadzę kalendarz, przypuszczam że bez niego nie miałabym tak w miarę poukładanego życia. Zawsze leży na stoliku, a gdy wychodzę, biorę go ze sobą. Jest niezawodny.

Wczoraj przyszła do mnie moja eks przyjaciółka. Nie ukrywam, troszkę się stresowałam tego spotkania, nie widziałyśmy się od ponad 3 miesięcy. Wszystko zaczęło się psuć dokładnie wtedy gdy zaczęłam spotykać się z Kubą, jeszcze jako koledzy. Z jednej strony byłam przeszczęśliwa, z drugiej cholernie zawiedziona. Z J. w miarę wyjaśniłyśmy sobie wszystko, natomiast jeśli chodzi o mnie, to nigdy już nie będzie jak dawniej. Możemy się nie kłócić, możemy od czasu do czasu, sporadycznie wyjść gdzieś razem, ale to tyle. Wczoraj z kolei wymyśliłyśmy zupełnie spontanicznie, że z przyjemnością poszłybyśmy na koncert Tede w klubie muzycznym Mundo. Tede to nie jest raper którego ja namiętnie słucham, w zasadzie w ogóle nie słucham rapu, hip-hopu, ale sam fakt że mogę być na koncercie 'celebryty' mnie uszczęśliwia (ciekawe czy też tak macie). Wyszłyśmy z domu po 23:00, zdążyłyśmy na ostatni tramwaj. Nie pamiętam kiedy ostatnio bawiłam się w klubie, chyba jeszcze zimą. Nie wiem jak mogło mnie to rajcować. Napalone laski, ubrane w krótkie spódniczki, tandetnie koronkowe bluzeczki i oczywiście szpileczki, tak do smaku. Chyba zrobię osobny post o moich refleksjach na temat klubów, jest to temat rzeka na który mogę dyskutować.
Ale do czego zmierzam, weszłyśmy do Mundo, ja zawsze wstęp od 21 lat, pomimo że miałam makijaż, dobrze zrobione włosy (bynajmniej tak mi się wydawało gdy wychodziłam z domu), sprawdzili mój dowód, gdzie posiadaczką lat 21 lat jestem od prawie 5 miesięcy. Klub nie był wypełniony po brzegi, co mnie bardzo zdziwiło. Wg mnie klub Mundo to jeden z lepszych wrocławskich klubów, nowoczesny, ze świetnym barkiem, dość dużym parkietem i palarnią - jednego z moich ulubionych miejsc. Wiedziałam, że koncert nie spodoba mi się tak bardzo jak by to był koncert Dżemu, albo Rihanny, ale nie marudziłam. Czekałam aż pierwsze zdanie powie J. Dokładnie myślała jak ja, wyszłyśmy. Chwilę pokręciłyśmy się po Pasażu Niepolda (miejsce gdzie co drugi krok, jest klub muzyczny). Pokręciłyśmy się po kilku klubach, sprawdzając gdzie grają dobrą muzykę. Trafiłyśmy na Bezsenność, dawniej nienawidzone przeze mnie miejsce, a to dlatego, że jest niesamowicie mały parkiet, masa studentów, bo jest to jedyny klub, gdzie w jakim dniu tygodnia byście nie weszli, muzyka jest rewelacyjna, przy której bawi się ta lepsza część ludzi. Tańczenie w ścisku nie jara mnie kompletnie, wyszłyśmy. Wzięłyśmy swoje kurtki i z totalnym niezadowoleniem szłyśmy na przystanek, gdy nagle J. zawołał nasz znajomy z Kłodzka (jeszcze z drużyny). Był z dwoma kolegami, ładnie się przedstawiłam. Postawiliśmy wielki znak zapytania gdy padło zdanie, to co teraz robimy? Sklep 24h na szczęście nie daleko, wzięliśmy po piwku, i pomimo tego niesamowitego zimna, usiedliśmy na ławkach. Zwykła rozmowa: co studiujesz, w jakiej dzielnicy Wrocławia mieszkasz (gdy powiedziałam na jakiej ulicy mieszkam, chłopaki złapali się za głowę i powiedzieli: 'noooo, respect- odważnie'). Dupska nam przymarzały do ławki, dłonie miałam suche od tego zimna, a pomyśleć że w butelce jeszcze połowa piwa, która potem została wylana. Wróciliśmy do Bezsenności, liczyliśmy na to, że może ludzie zaczną się zawijać z powodu dość późnej godziny. Nie było źle, ludzi mniej na parkiecie, ciężko jedynie było znaleźć miejsce siedzące. Przypomniałam sobie jak to jest bawić się w klubach, a nie tylko na domówkach. Troszkę się wyszalałam, ale wciąż z ręką na sercu mogę wam powiedzieć, że clubbing nie dla mnie, bynajmniej teraz, gdy trzeci rok mieszkam we Wrocławiu.
Nawet nie wiem która była godzina, gdy wszyscy zdecydowaliśmy się wyjść z klubu i iść do domu. Jak zawsze, pod klubami, masa osób którzy tylko marzą o tym by Ci przyjebać, podobnie było tym razem. Mało brakowało, a chłopaki do domu wróciliby z siniakami, a postawili się w naszej obronie, co bardzo się ceni. Spóźniłyśmy się na autobus nocny, dlatego 3 km zasuwałyśmy nogami, co nam chyba dobrze zrobiło. W połowie drogi włączyło się alkoholowe gastro, na szczęście po drodze nie było Mc, bo wiem że wyszłabym stamtąd z 3 hamburgerami. W mieszkaniu była jedynie Ewelina, która spała, robiłam wszystko co w mojej mocy, by jej nie obudzić, nie wiem jakie były tego skutki, ale wiadomo, że zawsze gdy staramy się być cicho, nigdy to nie wychodzi. Spadła patelnia, zrobiłam dość duży hałas. Wzięłam prysznic, po którym wspaniale się czułam, pościeliłam łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Dzisiaj otworzyłam lewe oko i widziałam jak Ewelina szykowała się na zajęcia na 8 rano.Czy mówiłam wam już że po imprezach nie potrafię spać do 13-14 jak pozostali?? Zazwyczaj budzę się po 8:00. Dzisiaj było dosłownie tak samo, nic mnie nie zdziwiło. Rano czułam się znakomicie, obecnie piję herbatę, jeszcze ze śniadania, zaraz zabieram się za wywieszanie pranka, a potem zakupy chemiczne do mieszkania w Rossmanie.
Przepraszam za długą notkę, ale chciałam wam udowodnić, że pamiętam cały przebieg wczorajszej imprezy. Hahahaha..
Jeszcze dziś pojawi się część druga, czyli moje refleksje na temat clubbingu i wszystkim co jest z tym związane.
Miłego dnia.
chyba nie wyglądałam tak źle rano po przebudzeniu się, czym sama się zdziwiłam ;)

14 komentarzy:

  1. swietne zdjecie ;p

    Zapraszam do mnie na konkurs, do wygrania śliczna bransoletka ! :)
    http://fashion-style-viola.blogspot.com/2012/10/konkurs-z-bettybizuteria.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie imprezy też zdecydowanie do mnie nie pasują ;D Właśnie te laski i Ci faceci do bitki mnie zniechęcają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ponad 10 godzin?! To życzę powodzenia. Co do kalendarza, chyba muszę zacząć używać tego sposobu, bo się gubię w tym co mam robić. Bardzo lubię czytać Twoje długie notki! :D To wciąga!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tez wole domówki od klubuów-zdecydowanie! jeśli tak wygladasz po przebudzeniu to zazdroszcze:D

    OdpowiedzUsuń
  5. wyglądasz nie tylko dobrze, ale pięknie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. ciesze się, że sie podobaja:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agata, jeżeli tak wyglądasz po obudzeniu się to... szczerze zazdroszczę :D
    po klubach latałam jako szesnastka. mając te 20 siłą się mnie tam teraz nie zaciągnie ;D nie czuję już tego klimatu :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Hohoho ja wlasnie bylam pierwszy raz w klubie w tym tygodniu i stwierdzam, że to pierwszy i ostatni.. Więcej na pewno nie zawitam w żadnym klubie :( mega ścisk, duszno i w ogóle atmosfera niefajna..
    Zawsze wyglądasz ślicznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha, ale się wyszalałaś :D "Kiedy staramy się być cicho zawsze nam to nie wychodzi" ABSOLUTNIE się zgadzam ! :O

    Owszem, zrobiliśmy ognisko ;D ale tak dobrze się bawiłam, że nie zwracałam uwagi na zimno :P

    OdpowiedzUsuń
  10. sorki, ale u mnie w komentarzach pod najnowszym postem oczekuję pytań, więc jeśli mogłabyś czytać całą notkę, a nie tylko temat byoby mi milej...

    OdpowiedzUsuń
  11. no pogoda potrafi wykonczyc :P

    OdpowiedzUsuń