sobota, 10 grudnia 2011

jeden uśmiech potrafi zdziałać cuda

Dzisiaj? Dzień jak każdy inny. Po przebudzeniu się, odsłoniłam żaluzje i zobaczyłam padający deszcz ze śniegiem. Przypuszczam że większość z was bardzo by się ucieszyła. Nie znoszę zimy, zimna i wszystkiego co jest z tym związane. Grudzień lubię tylko dlatego że obchodzimy Święta Bożego Narodzenia oraz bawimy się w Sylwestra. Święta już za dwa tygodnie, nie mogę się doczekać! Ale schodzę z tematu. Nie chciało mi się stać cały dzień w kuchni nad garami, a później jeszcze myć naczynia, więc na obiad poszłam do zaprzyjaźnionego ze mną baru mlecznego. Dawno nie jadłam pierogów ruskich, a gdy tylko zobaczyłam jak pewna kobieta w barze się nimi zajadała, ślinka mi ciekła na sam widok. Zajęłam miejsce, stolik akurat był wolny, dosiadła się do mnie kobieta, a obok młoda studentka, sprawiająca wrażenie naprawdę buntowniczej. Jedzenie nie zajęło mi długo czasu, wychodzę z założenia, że bar mleczny to nie kawiarnia, i wszyscy czekają aż się zwolni miejsce. Kobieta z naprzeciwka w mgnieniu oka zjadła bodajże zupę pieczarkową, kończyłam akurat ostatniego pieroga, gdy dosiadł się dość przystojny mężczyzna, chłopak, w każdym bądź razie student, ja wiem, może 24 lata. Wstałam, ubrałam kurtkę i zawiązałam szalik, wzięłam torebkę do ręki i tacę z pustym talerzem i butelką oranżady. Ostatni raz zerknęłam na zajadającego się chłopaka. Spojrzał na mnie. Niewinnie. Lekko zawstydzony. Patrzyliśmy na siebie przez 8 sekund. Nie uśmiechnęłam się, on też nie. Dopiero gdy w końcu oprzytomniałam, uświadomiłam sobie że właśnie patrzy na mnie niezły przystojniak. Uśmiechnęłam się. Po chwili zrobił to samo. Nogi mi się ugięły w kolanach. Bałam się że upuszczę tacę z talerzem. Doszłam do okienka gdzie zwraca się naczynia. Ostatni raz się obejrzałam. Nasz wzrok ponownie się spotkał. Przypuszczam że patrzył się jeszcze na mnie przez dłuższą chwilę gdy opuszczałam teren baru. Wyszłam. Musiałam pooddychać. Miałam nadzieję że wydarzy się jak w filmie (dziewczyna ucieka, on biegnie za nią). Niestety mój przebieg zdarzeń tak nie wyglądał. Tak czy inaczej, zdałam sobie sprawę że czasem zwykły, prosty uśmiech może zdziałać wiele. W tym przypadku było trochę inaczej. Ale będę próbować. Ciągle zamyślona szłam przez rynek wrocławski. Nie mogłam nie wejść do empiku. Wczoraj, czekając na brata przesiedziałam tam 1,5h czytając jakieś romansidło. Dzisiaj raptem godzinkę poświęciłam na książkę, gdzie nawet nie znam tytułu ani autora. Nie sądzę by było to spowodowane tajemniczym nieznajomym z baru mlecznego. Ale miło było się ogrzać. Tym bardziej że uwielbiam zapach nowych książek. Wyszłam z empiku, weszłam do supermarketu na zakupy spożywcze. A stamtąd prosto pojechałam do domu...

7 komentarzy:

  1. Mi by napewno tacka wyleciała !:D

    OdpowiedzUsuń
  2. ` u mnie nie ma barów mlecznych i bardzo nad tym ubolewam. -,- ale romantyczna sytuacja. może mogłaś zagadać ? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale co to za święta bez śniegu:)?

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyżbyś była w Misiu? :)
    Miranda jest taka piękna :)))

    OdpowiedzUsuń